Patenty, patenty, patenty

wtorek, 16 sierpnia 2011

Ciepłe bułeczki

Wyobraź sobie coś takiego. Przychodzisz do piekarni i widzisz wielkie, okrągłe spalone bochny chleba, oraz ogromną kolejkę. Widok, rodem z epoki komunizmu.

Zniechęcony odchodzisz, Żyjemy przecież w wolnym kraju, myślisz. Kupujesz mąkę, drożdże i decydujesz się samemu upiec pieczywo. Rano zapach świeżych bułeczek przyciąga twoich sąsiadów.

Mija tydzień i pół miasta u kupuje twoje bułeczki... i wtedy, wraz z pomocnikami, przybiega wściekły piekarz oskarżając cię o kradzież.

Brzmi absurdalnie?

W feudalnej europie, poszczególne cechy miały wyłączne prawo wykonywania produktów. Osoba naruszająca te przywileje, musiała się liczyć ze srogą karą.

Feudalizacja

Mimo że żyjemy w zupełnie innych czasach, niekiedy wydaje się że nasza cywilizacja zatacza wielkie koło i ponownie zmierza ku średniowieczu.

Nie jestem jedynym, który odnosi chwilami podobne wrażenie. W nieco innym kontekście pisał o tym na Piotr Waglowski (Nie każdego stać na osobistą wolność - społeczeństwo informacyjne w stadium feudalizacji?)

Co mogłoby zastąpić w społeczeństwie informacyjnym średniowieczny zakaz picia w obcych karczmach, lub nakaz zakupu od pana odpowiednich ilości trunków z okazji rodzinnych uroczystości, albo nakaz korzystania z młyna leżącego w dobrach właściciela? Możesz u nas prowadzić serwis, ale musisz kupić u nas również domenę?

Spotkałem się już z podobną ofertą, gdy operator utrudniał zarządzanie domeną klientom którzy nie wykupili u niego hostingu.

Współcześni autorzy książek, pozostają nimi po wydrukowaniu ich dzieła. Jednak gdy piszesz program w pracy, wszystko co stworzyłeś jest własnością pracodawcy. Brakuje jedynie by odchodzącemu pracownikowi kasowano pamięć (Paycheck). Czy nie przypomina to nieco średniowiecznej pracy na roli? Och, nie do końca, wciąż jeszcze można zmienić pracę.

Stale wydłużany jest okres ochrony przez prawa autorskie. W Polsce jest to 70 lat, w USA 95 lat.. Jak wiele trzeba przerodziło się to w dziedziczne lenno?

Oprogramowanie, jako jedyne jest chronione zarówno przez prawo autorskie jak i prawo patentowe. O tym jak działa ten system, przekonał się na przykład autor programu BladeEnc, który w pewnym momencie dowiedział się że tak na prawdę nie ma prawa używać programu, który sam napisał.

Jeśli ktoś chce teraz powiedzieć ale głupie te hamerykany, to mam dla niego przykrą wiadomość. W Polsce, mimo że oficjalnie nie ma patentów na oprogramowanie, to zdobycie takowego jest tylko kwestią zręcznego sformułowania wniosku.

Oznaczanie terytorium

W ciągu ostatnich lat, nieomal za każdym razem gdy ktoś wchodzi na cudze terytoria z nowym produktem, konkurencja rozpoczyna specyficzną grę.

Najlepiej opisuje to Jonathan Schwartz CEO Sun Microsystems (Good Artists Copy, Great Artists Steal):

In 2003, after I unveiled a prototype Linux desktop called Project Looking Glass*, Steve called my office to let me know the graphical effects were “stepping all over Apple’s IP.” (IP = Intellectual Property = patents, trademarks and copyrights.) If we moved forward to commercialize it, “I’ll just sue you.” My response was simple. “Steve, I was just watching your last presentation, and Keynote looks identical to Concurrence – do you own that IP?” (...) “And last I checked, MacOS is now built on Unix. I think Sun has a few OS patents, too.” Steve was silent.

Tak jak psy obsikują każde drzewo, tak współczesne korporacje oznaczają swoje terytoria patentami. Jakość ma małe znaczenie, liczy się ilość.

Patenty na oprogramowanie, to przyznawanie wyłączności na dany sposób myślenia. Slogan Think Different, brzmi tu raczej jak ostrzeżenie.

Za ciasne ubranko

Oczywiście świat nie jest czarno biały. Patenty mają sens w przemyśle, gdzie opracowanie rozwiązania wiąże się ze sporymi kosztami, a alternatywą są tajemnice handlowe.

Tyle że prawo patentowe nie jest skalowalne. Podstawowym jego założeniem jest unikalność. Jeśli dwie niezależne osoby, opracowują identyczne rozwiązanie, cała idea zamienia się w farsę. Gdy nad problemem siedzą setki tysięcy ludzi, identyczne rozwiązania są regułą.

Gdy uczyłem się programowania, napisałem własny algorytm sortowania danych. Okazał się szybszy od funkcji bibliotecznych. Duma z osiągniętego sukcesu zaważyła na późniejszym wyborze zawodu. Gdybym wtedy zajrzał do podręcznika, dowiedział bym się jak nazywa się ten algorytm i dla czego w tym konkretnym przypadku był szybszy ...

Etykiety:

Red 14:25

Komentarze

Prześlij komentarz

Archiwum

Subskrybuj

RSS / Atom